strona główna wydarzenia sport co? gdzie? kiedy? ogłoszenia drobne






Taki już los modelu (a?)...

O tym, że moje zachowanie w postaci popełnionego przed tygodniem felietonu jest modelowe, dowiedziałem się z odpowiedzi na mój tekst opublikowanej przez Andrzeja Jarczewskiego na jego stronie www.ajarczewski.republika.pl. Adres ów podaję, gdyż przyzwoitość wymaga, aby ewentualne osoby śledzące ową wymianę opinii mogły skonfrontować moje słowa z poglądami adwersarza. Panie Andrzeju, możemy wszakże wspólnie wysokie standardy takich polemik ustalać. Niech krzyżują się tylko argumenty i fakty. Bez złośliwości, z wzajemnym szacunkiem. Zaczęliśmy chyba nienajgorzej...

Nawiązując do powyższych założeń sądzę, że nie ma potrzeby licytowania się, czyje to granaty zaczepne czy obronne będą skuteczniejsze, kto się broni, kto atakuje itp. Strategia odstraszania sprawdziła się w czasie zimnej wojny, ale my, jestem przekonany, nawet wchodząc w spór potrafimy mimo jego wysokiej temperatury używać broni konwencjonalnej. I ja mam jednak pewną uwagę wstępną. Skoro ma być jak pisałem wyżej, proszę nie sugerować, że jakieś moje sformułowanie przytoczone z prywatnej naszej rozmowy jest denuncjacją. Po polsku, donosem. Przytoczenie to bowiem (chodziło o to, że krytykował Pan plany przebudowy terenu wokół Radiostacji) już to nie dotyczyło spraw, których nijak przytaczać nie powinienem, już to nie spełniało podstawowego, definiującego taki donos czynnika – w żadnym razie nie było przeze mnie kierowane do Pana zwierzchników, a już na pewno nie w celu spowodowania sankcji przeciw Panu. Tu mała dygresja, pytanie raczej. Czy nie sądzi Pan, że dość nierozważnie używa Pan podobnych sformułowań? Denuncjacja, odnośnie moich słów. Zamach, jeśli chodzi o muzeum, jeśli się nie mylę, władza totalna, kult jednostki w stosunku do gliwickiej polityki. Wiem, że jest Panu drogie wychowanie patriotyczne i społeczne młodzieży. Podkreśla Pan to i ja Panu wierzę. Czy zatem nie dokonuje Pan „zamachu” na rzeczywiste znaczenia słów? Nie odbiera Pan semantycznej wartości słowom ważnym, i tak już pozbawionym wagi w tysiącach prowadzonych poniżej standardów politycznych awantur? Szanujmy prawdziwe znaczenia tych słów, nie używajmy ich tylko dlatego, że są na podorędziu.
Modelowe zachowania. Zainteresował mnie Pan. Zacząłem się zastanawiać, co może wnieść ogląd modelu, który według Pana przedstawiłem. Najpoważniej, to ciekawa kwestia. I znów uwaga – musi Pan zakładać, że dla innych Pana zachowanie również jest pewnym modelem. A model, jak to na przykład w filozofii bywa, możemy potraktować z różnych, zgoła odmiennych, punktów widzenia, przyjmując pewne założenia wyjściowe. Moje założenia, wbrew temu co Pan sugeruje były bardzo ostrożne. Zaledwie wyraziłem możliwość, że to, co Pan ostatnio robił może być częścią pewnej gry, pisząc „to wszystko budzi we mnie niejasne podejrzenie, że rzeczona (nad)aktywność po prostu zbiega się ze zbliżającym się nieuchronnie końcem kadencji Rady Miejskiej”. Daleko tu jeszcze do przeświadczenia. Ale jeśli takie powezmę, nie zawaham się przed jego wyartykułowaniem, korzystając dokładnie z tych samych praw, jakie w sposób oczywisty i Pan ma. Panie Andrzeju, ocenia Pan wiele zjawisk, wiele decyzji i bardzo wiele osób. Oczywiste jest, że musi Pan liczyć się z koniecznością zmierzenia się z podobnym osądem Pana osoby. Co więcej, musi Pan przyjąć, co nie znaczy wszak zaakceptować, wyrażaną dezaprobatę odnośnie Pana przewodnictwa w pracach Komisji Kultury. Bowiem mam nieodparte wrażenie, że nie zrobił Pan wszystkiego, co zrobić mógł i najmniej chodzi tu o dymisję, którą wykorzystałem raczej jako stosowany powszechnie, zgodny z zaleceniami erystyki wybieg. Kierowana przez Pana Komisja nie zrobiła nic w sprawach, w których mogła z całą pewnością co najmniej zająć silne stanowisko. Wymienię z brzegu: sygnalizowane przez media nieprawidłowości w GTM, długie „bezkrólewie” w Muzeum w Gliwicach, brak jakiejkolwiek wypracowanej wizji „Sceny Bajka”. Każde z tych zagadnień powinno być przedmiotem rzetelnej, merytorycznej pracy Komisji. Każde powinno pobudzić ją do jasnych, mocno artykułowanych zaleceń, sugestii, wątpliwości. Jak sam Pan widzi, w kilku kwestiach już mamy musztardę po obiedzie. I trzeba było w każdej z tych spraw walić w tarabany w mediach! Tak, media, bez wyjątku, też są winne.
Wywołał mnie Pan do tablicy w kwestii strategii dla kultury. I słusznie. Krytykując cokolwiek należy przedstawić przynajmniej zarys własnej koncepcji. Zrobię to w najbliższym czasie. Kilka godzin jakie miałem od lektury Pańskiej odpowiedzi do zamknięcia numeru, pozwoliło mi tylko na tę garść uwag.
Na koniec ostatnia kwestia. Doskonale wiem, co oznacza robić coś nie dla kasy. W tym mieście trudno nie wiedzieć. Radziłem się nie „wmiksowywać” pochopnie tylko dlatego, że „wymiksowanie”, o którym Pan pisał, kojarzyło mi się raczej z chęcią schowania głowy w piach. Dymisji nie było. Przyznam, że dotąd jestem zaskoczony...
Pozostaję z szacunkiem,
Dariusz Jezierski

rozmaitości