Bariera dźwięku
Słuchanie jest jak pieszczota
- to przyjęcie dotyku kogoś drugiego.
Xarier Perrin
To już drugi tydzień w gościnnym Zamościu. Jeszcze kilka dni pracy Natalii i Mateusza, moich aktorów i mojej z podopiecznymi Ośrodka Rehabilitacyjno – Edukacyjno – Wychowawczego przy Polskim Stowarzyszeniu Na Rzecz Osób Z Upośledzeniem Umysłowym „Koło”. Ósemka dzieci z głębokim, znacznym i umiarkowanym stopniem upośledzenia. Tak różnych dzieci, że nie da się tego opisać w kilku słowach. Jedne mówią, choć słabo, inne bardzo kiepsko, niektóre wcale. Oddzieleni od nas niewidzialną „barierą dźwięku” mają różne od naszych, dziwne dla naszego pojmowania, własne światy. Nie wpuszczają nas czasem. Częściej jednak sami nie chcemy do nich zajrzeć…
Zapraszają. Nie odpowiadamy na zaproszenie. Czasem się boimy. To ludzkie. Tyle uprzedzeń, tyle obaw wiąże się z ludźmi intelektualnie niepełnosprawnymi. Boimy się agresji, czegoś nieokreślonego i „złego”. Dla nas i dla naszych dzieci. Na zajęciach w Zamościu pracujemy również z rodzicami dzieci niepełnosprawnych. Mamy się skarżą. O dziwo nie na swój los bynajmniej albo materialną sytuację. Skarżą się na inne mamy. Te, które w zasadzie zabraniają swoim dzieciom bawić się z ich dziećmi. Integracja po polsku. Mówi jedna z mam: kiedy zobaczyłam nagranie z jakiegoś świątecznego teatrzyku w przedszkolu, zauważyłam mojego syna odgrodzonego od pozostałych dzieci. „Żeby nie zrobił im krzywdy”. Płakałam jak bóbr i zabrałam syna z przedszkola. Inna dodaje: nasze dzieci nie potrafią się bronić, nie przegadają innych i są na straconej pozycji. Na opiekę też się nie poskarżą.
Oczywiście. Jak mają się skarżyć? Znów głos mamy: ja wiem, że on czuje, że czegoś się boi. Nie potrafi mi nic powiedzieć. Czasem tylko się przytuli, uśmiechnie.
Dziecko autystyczne – zamknięte we własnym świecie, odgrodzone, często niedające po sobie poznać co się w nim kotłuje. Bariera dźwięku. Dziecko z zespołem Downa – coś do nas mówi, niewyraźnie, bełkotliwie. Walczy z własną niemożnością. My nie rozumiemy, nie słuchamy. Jesteśmy skrępowani, nie wiemy jak się zachować. Bariera dźwięku. Jeśli nie mówią, te dzieci do nas nie powiedzą nic i nigdy. Jeśli mówią bardzo niewyraźnie, odbijają się od ściany naszej głuchoty – będą cichły. Coraz bardziej. Będą się ukrywać w najgorszych z możliwych więzień – w samych sobie. Pracujemy z nimi, rozumiemy ich rodziców i jesteśmy z nimi, jak tylko potrafimy. Przysłuchujemy się im. Staramy się sprawić żeby mówiły jak najlepiej. Jeśli nie mówią, uczymy się nowych języków. Ich języków. I będziemy się uczyć tyle, ile trzeba. Bo mamy dwa obowiązki. Względem dzieci za barierą dźwięku – to ten pierwszy i najważniejszy. I ten drugi – względem ich najbliższych. Za ich walkę, za heroizm dnia codziennego, za obecność. Uśmiechają się. Dzieci i rodzice. W końcu się uśmiechają. Wszyscy.
Ten tekst jest inny niż zawsze. Może nie wszyscy doczytają go do końca. Tym bardziej te kilkadziesiąt linijek dedykuję tym, którzy doczytali. Z życzeniami, aby starali się usłyszeć głos zza bariery dźwięku. Gdyby kiedykolwiek i gdziekolwiek zaszła taka potrzeba.
Dariusz Jezierski