Męska rzecz
Ach kobietą, być nareszcie a najczęściej o tym marzę, kiedy piorę ci koszule, albo... naleśniki smażę.
Alicja Majewska – Być Kobietą
Nie jestem feministką i pewnie dlatego drażnią mnie słowa „gender” i „parytet”. Daleko mi również do antyfeminizmu: nie zobaczycie mnie w fartuszku przy kuchni nawet, jeśli gotować lubię. Gdzieś we mnie drzemie ta najsprawiedliwsza z kobiet – Temida, która z zasłoniętymi oczami odważa za i przeciw pozwalając mi zachować pewną równowagę. Jednak czasem... Czasem zdarza się coś takiego, co podcina mi jedną z nóg, rzucając na kolana... Może to przez wcale nieproste do przepisania imię?
Wyobraźcie sobie, że jest impreza typowo męska. Oj... źle zabrzmiało! Impreza sportowa o dość brutalnym przebiegu, w którym większą część widowni, z racji zainteresowań, stanowią mężczyźni. Wyobraźcie sobie, że męska część redakcji sugeruje delikatnie, że o owej imprezie warto będzie napisać. Więc smaruję do organizatorów mail życzliwy z prośbą o nadesłanie informacji i akredytacji na tę fascynującą sportową imprezę. Odpowiedź otrzymuję niemal w tej samej chwili. Zaczyna się ona od słów „Panie Adrianie...”
Nie wytrzymuję. Grzecznie, z uśmieszkiem odpowiadam, że mail poprzedni wysłała „Pani Adriana”. Wyjaśniam to, co miało zostać wyjaśnione i znów grzecznie i pokornie czekam na odpowiedź. Tej się już, niestety, nie doczekuję. Trudno mi nie mniemać, że brak odpowiedzi mógł być związany z faktem, że „z babą o sporcie nie ma co gadać”.
I masz babo placek, albo naleśnika, o którym śpiewała Majewska. Zastanawiam się, drogie panie i drodzy panowie, co teraz powinnam zrobić. Obrazić się? Żartem przywalić im w nos tym antydamskim milczeniem? Udowodnić, że choć na sporcie się znać nie muszę, korespondencja ze mną nie grozi spadkiem testosteronu? Póki co, milczę i myślę. Dostałam „zawiasa”.
Przypomina mi to opowieść pracownic jednego z dużych sklepów budowlanych w Gliwicach. Na zasadzie „łaski bez, jestem Zosia – Samosia”, postanowiłam kiedyś dokonać zakupu syfonu pod zlew, wraz z towarzyszącym mu zestawem rurek. Udałam się w tym celu do rzeczonego sklepu wiedząc, że jak pomacham rękami i wyjaśnię obrazowo jakie „coś” i do „czego” potrzebuję, wejdę w posiadanie sprzętu, który pozwoli mi wreszcie, zgodnie z kobiecym powołaniem, umyć zalegające w zlewie naczynia. Ku mojemu zaskoczeniu, na stoisku z armaturą obsługiwały panie...
No i, jak w tej reklamie, przemówiły do mnie moim językiem! Nie poetycko, nie w sportowym żargonie, i nie „coolowo”. Po prostu – jak kobieta z kobietą szybko doszłyśmy do porozumienia w sprawie potrzebnej mi rzeczy. Wiedziona zawodową ciekawością, nie mogłam jednak nie zapytać, jak radzą sobie na „męskim” miejscu te całkiem urocze kobiety. Odpowiedziały ze śmiechem, że różnie... Często się zdarza, że klienci płci męskiej unikają kontaktu z nimi, stanowczo dopraszając się pomocy mężczyzny. Jak głęboko w nas zakorzenione są zarówno atawistyczne, jak i już cywilizacyjne stereotypy?
Spróbujmy na przykład zestawić kilka pejoratywnych określeń płci naszych obojga. „Głupiutka” może być blondynka, nie słyszałam natomiast stwierdzenia „głupiutki blondyn”. „Naiwność” też bywa jedynie „kobieca”, nawet Nadzieja jest przez nas określana matką (zatem kobietą) głupich. „Słodka – idiotka” też nie pomaga nam w budowaniu poczucia własnej wartości. Poza tym, nie od dziś wiadomo, że „baba z wozu, koniom lżej” i „gdzie diabeł nie może, tam babę pośle”. Dodam, skoro się tak rozpędziłam, kolejne znane związki frazeologiczne: baba-jaga, baba-jędza i kobieta upadła. A na zakończenie – coś o mężczyznach: chłop jak dąb, chłop na schwał, chłopski rozum (prosty, ale zawsze), męski ród, męski tors... Cóż... Kabaret OTTO miał kiedyś taką muzyczną składankę, z której szczególnie silnie utkwił mi w głowie fragment: „Chłop potęgą jest i... baba!”
Adriana Urgacz