Stadion, jak wół ociężale…
Można bić w dzwony – firma Bremer złożyła długo oczekiwaną dokumentację wykonawczą projektu stadionu i teraz jego budowa ma szansę pójść jak, z przysłowiowego, płatka. Oznacza to, że pierwszy mecz na miejskim stadionie przy ulicy Okrzei mamy szansę zobaczyć na przełomie 2011 i 2012 roku. Jak to jednak zwykle bywa – nawet całkiem przekonywujące deklaracje mogą pozostać w sferze tzw. pobożnych życzeń. Wszystko zależy od…
- Wszystko będzie zależało od tego, jak przebiegną procedury – mówi Marek Jarzębowski, rzecznik prezydenta Miasta. - W tej chwili specjaliści z Wydziału Inwestycji sprawdzają, co te dokumenty zawierają. Bremer dotrzymał słowa, tak jak obiecał w grudniu - pod naciskiem, jak każdy pamięta - że dostarczy dokumenty, czyli projekt wykonawczy, który jest niezbędny do tego, aby napisać istotne warunki zamówienia publicznego, czyli taki dokument, który pozwoli ogłosić przetarg na wykonawcę. Dopóki nie było tych dokumentów, nic nie można było zrobić. Ten projekt, który jesienią Bremer złożył, nie był dokumentem wykonawczym. Był „czymś”, na bazie czego nie można było zrobić żadnego konkretnego ruchu.
23 marca minie rok od pierwotnego terminu złożenia dokumentacji projektowej stadionu. Termin był kilkakrotnie przesuwany, ale ostatecznie Miasto postawiło ultimatum - projekt miał zostać dostarczony do 5 marca 2010 r. I dokładnie w tym dniu przedstawiciele firmy Bremer A.G. pojawili się w Urzędzie.
Teraz dokumenty będą sprawdzane, zatem pod koniec tygodnia, a najpóźniej na początku kolejnego, będzie można ostatecznie potwierdzić, że złożona przez firmę dokumentacja jest kompletna i pozwala na rozpoczęcie procedur. Jak udało nam się ustalić, ze wstępnych oględzin dokumentów wynika, że tym razem przyszło to, na co z taką niecierpliwością czekali nie tylko kibice Piasta.
Oczywiście – nawet kompletna, sprawdzona i zatwierdzona dokumentacja projektowa nie gwarantuje rychłego powstania stadionu. Rozważmy zatem dwie wersje – optymistyczną i pesymistyczną. Zgodnie z tą pierwszą, po ogłoszeniu przetargu, co ma nastąpić jeszcze w marcu, przez dwa kolejne miesiące potencjalni wykonawcy będą mogli składać swoje oferty. Następnie trzeba będzie je sprawdzić, co potrwa kolejne kilka dni. W wyniku przetargu, na przełomie maja i czerwca, prawdopodobnie – choć nie jest to w stu procentach pewne – wyłoniony zostanie wykonawca. Jeśli protestów nie będzie, mniej więcej w lipcu na plac przy ulicy Okrzei wejdą „ludzie z łopatami”.
Druga wersja, pesymistyczna, może położyć się cieniem na budowę stadionu już w momencie wyłonienia wykonawcy, ze względu na nierzadkie protesty pozostałych oferentów.
- Jest to łakomy kąsek, co by nie mówić – stwierdza Marek Jarzębowski. - Na budowę stadionu miejskiego przy ul. Okrzei, w budżecie miasta zapisanych jest 71 mln złotych. Pukam w niemalowane, ale zgadzam się, że ktoś może chcieć zaprotestować. Wtedy, niestety, procedura się wydłuży.
Ile zatem może trwać? Tego nie można dokładnie określić. W zależności od ilości i terminu złożonych protestów, ich rozstrzygnięcie może przeciągnąć sprawę o kolejne kilka tygodni. Zatem, ogarniając rzecz całą pesymistycznym spojrzeniem, można założyć, że w tym przypadku prace przy Okrzei rozpoczną się jesienią.
- Miejmy nadzieję, że tak się nie stanie. I tak mamy już rok poślizgu. Pozwolenie na budowę mamy od jesieni 2008 roku. Kiedy już się rozpocznie, zgodnie z tym, co mówią fachowcy, może potrwać około półtora roku – szacuje rzecznik prezydenta.
Jak wyjaśnił nam Grzegorz Muzia, rzecznik gliwickiego Piasta, na ten moment nie ma zagrożenia, że brak własnego stadionu przyczyni się do problemów z licencją. - Jeśli przetarg przebiegnie sprawnie, a prace rozpoczną się w okolicach czerwca, to z licencją na następny sezon nie powinno być problemu. Infrastruktura stadionowa to tylko jeden z elementów mających wpływ na przyznawanie licencji. Warto zauważyć, że również w innych miastach i klubach budowa nowych stadionów z różnych przyczyn się przedłuża. Jest to ważny czynnik, ale jeszcze ważniejszym jest stabilność finansowa klubu, a pod tym względem w Piaście jest wszystko jak należy.
Problem zatem tylko… gdy piłka w grze. Zła passa zespołu to realne zagrożenie dla pozycji ekstraklasowej drużyny. Kibice winią za ten stan rzeczy między innymi właśnie brak możliwości gry na własnym stadionie.
- Patrząc na sprawę statystycznie, można by powiedzieć, że ma to wpływ na wynik sportowy, bo każda drużyna w lidze na własnym stadionie zdobywa więcej punktów niż na wyjazdach, a trudno traktować stadion w Wodzisławiu jako własny – przyznaje Grzegorz Muzia. - Faktem też jest, że w tym sezonie rozegraliśmy w Wodzisławiu 3 mecze, w których na razie zdobyliśmy 1 punkt. A na Okrzei tych punktów wywalczyliśmy 8 w 5 meczach Jednak w poprzednim sezonie ponad połowę punktów potrzebnych do utrzymania w ekstraklasie zdobyliśmy w Wodzisławiu. W tabeli, owszem, liczą się tylko punkty, ale na końcowy rezultat każdego meczu ma wpływ wiele czynników. Stwierdzenie w tym momencie, że Piast jest na 14 miejscu dlatego, że gra w Wodzisławiu, byłoby mocnym uproszczeniem sprawy i nieprawdą.
Prawdą jednak jest, że tak, jak „zacięła się” machina procedur i terminów, „zacięło się” coś w naszym zespole. Miejmy nadzieję, że dostarczenie projektu odblokuje wreszcie nie tylko postęp w procesie budowy, ale również w zdobywaniu punktów… Czego Piastowi życzymy!
Adriana Urgacz