strona główna wydarzenia sport co? gdzie? kiedy? ogłoszenia drobne






Wielki rów?

Kiedy ludzi może coś podzielić, zawsze się podzielą – Wiesław Myśliwski

Ochłonęliśmy po wyborach. Chyba… W myślach czasem jednak wracają jeszcze niektóre fakty przed i powyborcze. Takie jak, wybaczcie Państwo roboczą nazwę, „Teoria Wielkiego Pęknięcia”. Bez przytaczania nazwisk autorów tejże, bo ich wymienienie zajęłoby kilka takich felietonów, pozwolę sobie wyartykułować główne jej założenie: społeczeństwo polskie wyszło z tych wyborów głęboko podzielone. I tu zacytuję jednego z wieszczów: „linia podziału biegnie przez miasta i wsie, mieszkalne bloki i rodziny”. Chodzi oczywiście o podział na zwolenników i przeciwników dwóch „wielkich partii” z małą domieszką tych, którzy, koniec końców, i tak będą musieli do kogoś się przytulić.

Ależ bzdura! Lansowanie teorii o wielkim pęknięciu czemuś jednak służy. Interesom partii, które ów podział kreują. Tak wielkie obozy trzeba w sposób oczywisty reprezentować, powiem więcej, tak wielkim obozom koniecznie trzeba przewodzić! Prowadzić, przewodzić, reprezentować – czytaj urządzić się na rynku bynajmniej nie tylko politycznym. Ktoś tam powiedział, że demokracja jest najdoskonalszym sposobem zniewolenia absolutnego. Brzmi to tylko na pozór absurdalnie, wszak naprawdę nie wiemy jeszcze do czego doprowadzi ona społeczeństwa w swojej skrajnej „ultrawolnej” postaci. I, żeby było jasne, jestem zwolennikiem demokracji – daje mi chociaż cień szansy na autokreację i sukces (że szansa owa się zmniejsza to już, w myśl obowiązujących teorii, wyłącznie moja wina). Teoria Wielkiego Podziału w swoim nieartykułowanym założeniu podstawowym ustawia polską demokrację. Wszystko rzekomo zbliża się do amerykańskiego, w zasadzie dwupartyjnego systemu. Że jakoś szybko i bez dwusetletniej ewolucji, to już drobiazg. Oba zwaśnione obozy gdzieś tam zawsze będzie łączyć jedno – dbałość o to, żeby jakaś trzecia siła (owszem, okazyjnie potrzebna) nie namieszała w układzie. I tak ma się to toczyć wzdłuż „linii głębokiego podziału”. Tylko, że owego kanionu nie ma! I właśnie wiedząc, że go nie ma a jest potrzebny, niektórzy tak bardzo próbują go wykreować. Politycy, to wy macie swój podział, to wy toczycie pianę i obrzucacie się błotem, wy gardłujecie, tokujecie, łżecie czasem jak najęci, okopani po obu stronach rowu, który sami wykopaliście. A społeczeństwo? Kierowane sympatiami, czasem opartymi na podbudowie, której nawet nie podejrzewacie, dokonało wyboru. Głosujący na Kaczyńskiego i na Tuska w większości nie zrobili z tego aktu wręcz światopoglądowej decyzji, którą chcieliście im wmówić. Gdzieś tam głęboko Kowalskiemu, Malinowskiemu, tak jak Jezierskiemu, całkowicie obojętne było jaka szala przeważy. Wygra mój? Super! Ale gdzieś tam świadomość, że obaj kandydaci zachowają pewne standardy. Przy wszelkich różnicach politycznych nastąpiła bowiem pełna unifikacja techniki prowadzenia polityki. Nawet Palikot namaszczony społecznym wyborem na prezydenta zmieniłby mordę (oczywiście o gombrowiczowskie rozumienie mi chodzi). Nie dzielcie nas zatem, a już na pewno nie kopcie nam dołów w mieszkaniach i w rodzinach. Bo rów i tak sam powstaje. Gdzie? Tam, gdzie wolicie nie patrzeć. Dla mnie odległość między zwykłymi Grekami demolującymi Ateny w akcie rozpaczy (!) a miejscem, które określa błaha pieczątka przybita na pewnym dokumencie bankowym ze sformułowaniem „bankier klienta zamożnego” jest naprawdę niewielka. Kiedy po raz kolejny abstrakcyjny system światowej ekonomii się sypnie (Murphy, geniuszu!) Grecja może zrobić się wszędzie. Także u nas. I powstanie przepaść, której rysy gdzieś tam widzimy raz po raz. W miejscu, którego nikt się nie spodziewa. Nikt z tych, którzy podział kreują zupełnie gdzie indziej. Po której stronie kto się znajdzie? Nie wiem. Oni po jednej!
Dariusz Jezierski

rozmaitości