strona główna wydarzenia sport co? gdzie? kiedy? ogłoszenia drobne






Humanista rozczarowany

Stefan Listosz - „...z ograniczoną odpowiedzialnością” - Instytut Wydawniczy „Świadectwo”.

Najnowszy tomik gliwickiego poety składa się z dwóch odrębnych w charakterze części - „Sny, spojrzenia wstecz” oraz „... z ograniczoną odpowiedzialnością”. Pierwsza z nich, w zgodzie z tytułem, prowadzi nas w l podróż do świata z przeszłości. Zapiski, liryczne notatki, jakby faktycznie spisywane naprędce ze strzępków snów i fragmentów wspomnień. Co jest prawdziwe, a co ukryte w fantazjach sennych? Nie trzeba rozstrzygać. Nostalgiczne wypominki osób najbliższych, szkolnych znajomych, bliżej nieznanych nam przyjaciół, ale również Herberta, którego po śmierci próbowano oszkalować. Wszystko to składa się w całość, z której mimo nutki żalu i pełnej świadomości przemijania oraz nabierającej coraz większej określoności śmierci, przebija satysfakcja z życia, którego nie trzeba się wstydzić. Bo ludzkie życie jeden tylko ma cel: „tak przejść swój czas/ by inni przejrzeli się we mnie/ i mój uśmiech/ długo/ mieszkał z nimi” („Cel”).  Udało się Listoszowi stworzyć nastrój wręcz intymny. Szczególnie wzruszają strofy poświęcone psu Kropce,  która „tak dzielnie umierała/ że zasłużyła by być z nami/ przy stole” („Spojrzenie wstecz”). Odejście Kropki jest również tematem przejmującego wiersza „Śmierć”. Heroizm, którego wymaga ten „akt przejścia” poeta stara się oswoić (przyswoić?) przymierzając się do niego niejako za pośrednictwem psa. To oswajanie śmierci przewija się, czasem niedopowiedziane, przez strofy innych wierszy i nie zawaham się powiedzieć, że wręcz budzi szacunek. Pogodzenie i prawie stoickie podejście do nieubłaganego przemawiają do mnie i przekonują o szczerości poety. Pogodzenie i dobrotliwe wspominanie wtedy, kiedy to „dym i płomienie/ których dawno już nie ma/ rozjaśniają mi twarz”, stan można by rzec idylliczny i nagle... Tafla się marszczy. Już końcowe, pełne pretensji pytanie pierwszego wiersza z części drugiej „dlaczego nie wiemy/ po co nam oddychać” burzy spokój. Sny spisane przez Listosza w jednym błysku zrozumienia okazują się jakimś rodzajem autohipnozy, prawie próbą uśpienia w sobie niezgody na rzeczywistość. Ale humanista – buntownik uśpić się nie da. Wprawdzie z „ograniczoną odpowiedzialnością”, ale jednoosobowa spółka Listosz rozwiewa nasze złudzenia, dość zdecydowanie wytrącając z równowagi budowanej lekturą wcześniejszych liryków. Poeta nie waha się przyznać przed nami do czegoś, co w zasadzie musimy rozpatrywać w kategoriach klęski absolutnej – do rozczarowania światem, który wszak, jak każdy z nas, swoim życiem współtworzył. Gorzkie stwierdzenia, spostrzeżenia obnażające bezlitośnie zarówno kondycję świata jak i naszego współczesnego człowieczeństwa, fakty, które podświadomie chcemy już podczas lektury odrzucić i... nie możemy. Ale nawet tu Stefanowi Listoszowi przyznać musimy niezwykłą wręcz tolerancję dla człowieka. Opisuje (bo raczej nie nazywa) to, co złe, ale nie ocenia tych, którzy odpowiadają za stan świata i ludzkich spraw na nim. To wszystko, co może dla tego świata zrobić. Duże wrażenie robi utwór odnoszący się do zamachu z 11 września. Polecam! Próżno tu szukać jakże właściwej kilkorgu naszym poetom łzawej nutki. Refleksja jest porażająco wymowna. Listosz w części drugiej budzi się z narzuconej sobie (i nam) w pierwszej lirycznej melancholii. Nie budzi się jednak aby trzasnąć pięścią w stół. Mówi co myśli, ale działanie pozostawia już właścicielom młodszych dłoni.
Najnowszy tomik Stefana Listosza to lektura mądra. Nie wymaga filologicznego podejścia, instrumentarium poety ogranicza się do bardzo prostych środków. To dobrze, bowiem rodzaj rozrachunku ze światem i własnym życiem jaki tu przeprowadza, nie zniósłby blichtru i fałszywej słownej sztukaterii. Najbardziej liryczna jest prostota tych wierszy. Namawiam Państwa do wrażliwej lektury.
Dariusz Jezierski