strona główna wydarzenia sport co? gdzie? kiedy? ogłoszenia drobne






Drzwi za nami, co za Drzwiami?

Drzwi się otworzyły. Co za nimi? Kolejne obrazy, kolejne inspiracje dla widzów, kolejne refleksje – filmowe czary. III Festiwal Filmowy DRZWI już przeszedł do historii. Zostały emocje, przemyślenia i wiele artystycznych doznań. Będzie co wspominać...

Widzowie przed Drzwiami

Przyglądam się osobom, które pojawiają się w sali projekcyjnej stworzonej na potrzeby Festiwalu z auli w Młodzieżowym Domu Kultury. Zaczepiam mężczyznę, który wygląda na mocno zmęczonego – pot zalewa mu oczy, ciężko dyszy. Sytuacja wyjaśnia się szybko – mimo saharyjskiego upału przemierzył sporą trasę na rowerze, dość ostro pedałując, aby zdążyć „liznąć kultury, skoro jest taka okazja”. Mój rozmówca dodaje dobitnie „przecież nie można być takim bezpłciowym!” Coś w tym jest, skoro mój znakomity współprowadzący, cierpiący na zespół Tourette'a Mirek Żochowski, spuentował wszystkie prezentacje: „Filmy były znakomite, a Ci, którzy nie przyszli, widocznie nie byli ich godni”. Rzeczywiście, co jeszcze można dać wiecznie narzekającym na brak „dziania się” w naszym mieście niż zapał i energię organizatorów, talent twórców, znakomite filmy i darmową możliwość oglądania? Wypada chyba przeprosić, że organizatorzy nie podstawili darmowego transportu pod dom…

Ludzie przy Drzwiach

Bez nich nie byłoby nic. Marcin Kondraciuk, prezes GKF WROTA był głównym „sprawcą” Festiwalu. Dzielnie asystował mu nieoceniony, jak mówił sam Marcin, Krzysztof Mularczyk, dyrektor artystyczny Festiwalu. Bez Mariusza, szefa grupy Program trudno sobie cokolwiek wyobrazić, bowiem nagłaśniał on całkowicie bezpłatnie kolejną już edycję Drzwi. Za same projekcje odpowiadał (i wywiązał się z tej funkcji znakomicie) Mateusz Zatynny. On i Jurek Ogonowski są również twórcami filmów INTRO, które były wyświetlane codziennie przed rozpoczęciem prezentacji konkursowych. Mariusz Popielas po raz kolejny udowodnił, że sprawy techniczne znalazły się w najlepszych rękach. Był jeszcze wszędobylski Łukasz Magiera, który odpowiadał za wystawy fotografii i sprzętu i dodatkowo zajmował się dokumentacją fotograficzną Festiwalu. To wspaniała ekipa. Bez nich Drzwi nie zostałyby otwarte. Dziękujemy!

Filmy podczas Drzwi

Było dobrze! We wszystkich kategoriach znalazły się obrazy bardzo wartościowe, świadczące zarówno o dużej już sprawności warsztatowej twórców jak i o ich wrażliwości na świat i człowieka. Dla mnie waga niektórych przemyśleń młodych filmowców była bardzo pozytywnym zaskoczeniem. Najlepsze filmy znamionowały również artystyczną odrębność ich autorów. To ważne – często widuje się na podobnych festiwalach „kalki z wielkich”. Kuluarowe dyskusje przekonały mnie, że oceny fachowców w zasadzie pokrywały się z werdyktami jury - publiczności. Artystyczna jakość pokrywa się zatem z wyborami widzów, a wybory te powinny stać się czytelną informacją dla młodych reżyserów. Festiwal Drzwi potwierdził, że w dalszym ciągu istnieje miejsce na kino autorskie, refleksyjne i nietuzinkowe. To optymistyczne przesłanie. Podobnie jak to, że gdy kończył się ostatni dzień i rozdano wszystkie nagrody, najczęściej powtarzało się, oby prorocze, „do zobaczenia za rok”! Filmowcy z GKF WROTA, czekamy!
Festiwal został dofinansowany ze środków samorządów Gliwic i Bytomia

Z 24 zakwalifikowanych filmów jury (publiczność) wybrało i nagrodziło następujące filmy:
Fabuła kino niezależne
I miejsce (Złota Framuga oraz 1000 zł) - „Królowa śniegu” - Dawid Woźnica
II miejsce (Srebrna Framuga) - „Wyspa” - Grzegorz Gawron
III miejsce (Brązowa Framuga) - „Vis – a – vis” - Łukasz Bursa
Wyróżnienie - „Nic nie wiesz” - Dawid Ciślak

Fabuła kino studenckie
I miejsce (Złota Framuga oraz 1000 zł) - „Brzydkie słowa” - Marcin Maziarzewski
II miejsce (Srebrna Framuga) - „Wesołych świąt” - Tomasz Jurkiewicz
III miejsce (Brązowa Framuga) - „Babcia wyjeżdża” - Tomasz Jurkiewicz

Dokument kino niezależne
Najlepszy film dokumentalny kina niezależnego (Złota Framuga oraz 1000 zł) - „Do dna” - Maciej Głowiński
Wyróżnienie (Framuga Specjalna) - „Spacer” - Aneta Kopacz, Paweł Popko
Wyróżnienie (Framuga Specjalna) - „Marian” - Andrzej Szopiński - Wiska

Dariusz Jezierski

»czytaj więcej (komentarzy: 0)

Humanista rozczarowany

Stefan Listosz - „...z ograniczoną odpowiedzialnością” - Instytut Wydawniczy „Świadectwo”.

Najnowszy tomik gliwickiego poety składa się z dwóch odrębnych w charakterze części - „Sny, spojrzenia wstecz” oraz „... z ograniczoną odpowiedzialnością”. Pierwsza z nich, w zgodzie z tytułem, prowadzi nas w l podróż do świata z przeszłości. Zapiski, liryczne notatki, jakby faktycznie spisywane naprędce ze strzępków snów i fragmentów wspomnień. Co jest prawdziwe, a co ukryte w fantazjach sennych? Nie trzeba rozstrzygać. Nostalgiczne wypominki osób najbliższych, szkolnych znajomych, bliżej nieznanych nam przyjaciół, ale również Herberta, którego po śmierci próbowano oszkalować. Wszystko to składa się w całość, z której mimo nutki żalu i pełnej świadomości przemijania oraz nabierającej coraz większej określoności śmierci, przebija satysfakcja z życia, którego nie trzeba się wstydzić. Bo ludzkie życie jeden tylko ma cel: „tak przejść swój czas/ by inni przejrzeli się we mnie/ i mój uśmiech/ długo/ mieszkał z nimi” („Cel”).  Udało się Listoszowi stworzyć nastrój wręcz intymny. Szczególnie wzruszają strofy poświęcone psu Kropce,  która „tak dzielnie umierała/ że zasłużyła by być z nami/ przy stole” („Spojrzenie wstecz”). Odejście Kropki jest również tematem przejmującego wiersza „Śmierć”. Heroizm, którego wymaga ten „akt przejścia” poeta stara się oswoić (przyswoić?) przymierzając się do niego niejako za pośrednictwem psa. To oswajanie śmierci przewija się, czasem niedopowiedziane, przez strofy innych wierszy i nie zawaham się powiedzieć, że wręcz budzi szacunek. Pogodzenie i prawie stoickie podejście do nieubłaganego przemawiają do mnie i przekonują o szczerości poety. Pogodzenie i dobrotliwe wspominanie wtedy, kiedy to „dym i płomienie/ których dawno już nie ma/ rozjaśniają mi twarz”, stan można by rzec idylliczny i nagle... Tafla się marszczy. Już końcowe, pełne pretensji pytanie pierwszego wiersza z części drugiej „dlaczego nie wiemy/ po co nam oddychać” burzy spokój. Sny spisane przez Listosza w jednym błysku zrozumienia okazują się jakimś rodzajem autohipnozy, prawie próbą uśpienia w sobie niezgody na rzeczywistość. Ale humanista – buntownik uśpić się nie da. Wprawdzie z „ograniczoną odpowiedzialnością”, ale jednoosobowa spółka Listosz rozwiewa nasze złudzenia, dość zdecydowanie wytrącając z równowagi budowanej lekturą wcześniejszych liryków. Poeta nie waha się przyznać przed nami do czegoś, co w zasadzie musimy rozpatrywać w kategoriach klęski absolutnej – do rozczarowania światem, który wszak, jak każdy z nas, swoim życiem współtworzył. Gorzkie stwierdzenia, spostrzeżenia obnażające bezlitośnie zarówno kondycję świata jak i naszego współczesnego człowieczeństwa, fakty, które podświadomie chcemy już podczas lektury odrzucić i... nie możemy. Ale nawet tu Stefanowi Listoszowi przyznać musimy niezwykłą wręcz tolerancję dla człowieka. Opisuje (bo raczej nie nazywa) to, co złe, ale nie ocenia tych, którzy odpowiadają za stan świata i ludzkich spraw na nim. To wszystko, co może dla tego świata zrobić. Duże wrażenie robi utwór odnoszący się do zamachu z 11 września. Polecam! Próżno tu szukać jakże właściwej kilkorgu naszym poetom łzawej nutki. Refleksja jest porażająco wymowna. Listosz w części drugiej budzi się z narzuconej sobie (i nam) w pierwszej lirycznej melancholii. Nie budzi się jednak aby trzasnąć pięścią w stół. Mówi co myśli, ale działanie pozostawia już właścicielom młodszych dłoni.
Najnowszy tomik Stefana Listosza to lektura mądra. Nie wymaga filologicznego podejścia, instrumentarium poety ogranicza się do bardzo prostych środków. To dobrze, bowiem rodzaj rozrachunku ze światem i własnym życiem jaki tu przeprowadza, nie zniósłby blichtru i fałszywej słownej sztukaterii. Najbardziej liryczna jest prostota tych wierszy. Namawiam Państwa do wrażliwej lektury.
Dariusz Jezierski

»czytaj więcej (komentarzy: 0)

Sensacja na Metal Hammer Festival!

Już 27 sierpnia prawdziwy odjazd dla fanów dobrego metalu! W katowickim Spodku odbędzie się kolejnyMetal Hammer Festival 2010. W tej edycji usłyszymy: Korn, Opeth, Pain Of Salvation, Katatonia, Riverside i Votum. Skład festiwalowych kapel uzupełnia jedna z największych muzycznych sensacji tego roku, angielski Jurojin!

Zespół powstał w 2008 r., a w jego składzie znaleźli się rockowy wokalista, jazzowy basista, metalowy gitarzysta oraz muzyk grający na indyjskich bębenkach. Na początku lipca ukazał się debiutancki krążek zespołu „The Living Measure of Time”, który już stał się jednym z najlepszych tegorocznych debiutów nie tylko na Wyspach ale i na polskim rynku muzycznym. „Wspaniały debiut... trzeba tego posłuchać, aby uwierzyć, że w taki sposób można w ogóle grać. Jedna z najbardziej niezwykłych kapel 2010 roku” pisze wpływowy magazyn Kerrang.
W muzyce zespołu elementy rockowo – metalowe uzupełnione są brzmieniami alternatywnymi, muzyką progresywną, odrobiną jazzu a nawet egzotycznymi wschodnimi brzmieniami. To ekscytujący kolaż dźwiękowy. Zapowiada się niezapomniane przeżycie!
Przypominamy, że ciagle trwa super promocja biletów na Metal Hammer Festival.
Przy zamówieniu przynajmniej 10 biletów, 1 bilet dodany zostanie gratis, 20 biletów  - 2 gratis, 30 biletów - 3 gratis itd. Grupowe zamówienia biletów można realizować  wyłącznie pod adresem: office1@metalmind.com.pl .
Namawiamy zatem, miłośnicy metalu na najwyższym poziomie, organizujcie się!
dj

»czytaj więcej (komentarzy: 0)

TNS raport

Dla Teatru Nowej Sztuki tradycyjnie już wakacje są pracowitym okresem. Oprócz pracy nad kolejnymi premierami, kadra TNS brała udział w corocznych warsztatach teatralnych w Ośrodku Teatralnym w Skrzynicach koło Lublina w charakterze instruktorów.

Skrzynickie warsztaty mają na celu przygotowanie instruktorów teatralnych pracujących z aktorami niepełnosprawnymi. - Chodzi o to – mówi koordynator Międzynarodowego Nieprzetartego Szlaku Michał Stanowski – żeby wprowadzać coraz wyższe standardy takiej pracy i uświadamiać wszystkim, że aktorzy niepełnosprawni mogą tworzyć spektakle na bardzo wysokim poziomie artystycznym.
A jakie spektakle czekają nas w roku przyszłym? Kierownik Artystyczny TNS Natalia Miśkiewicz informuje, że będzie ich wiele. – Przede wszystkim zapowiadane na październik wznowienie „Pierwszej polki” Horsta Bienka, które finansuje Dom Współpracy Polsko – Niemieckiej. To jednak nie wszystko – w połowie sierpnia podczas Wodzisławskiego Zamieszania Teatralnego odbędzie się premiera spektaklu na podstawie utworów Antoniego Czechowa „Czechowa podróż do Dziś”. Chyba najważniejszym jesiennym wydarzeniem będzie dla nas jednak kolejny udział w dużym miedzynarodowym festiwalu „Teatralny Kufer”  w stolicy Białorusi. Nasze spektakle z roku ubiegłego spotkały się tam z tak wielkim uznaniem, że reżyser TNS Dariusz Jezierski został poproszony o poprowadzenie warsztatów z zakresu emisji głosu, a nasz spektakl mimo ogromnej konkurencji został zaproszony mimo, że dopiero się tworzy. Zaprezentujemy kolejną premierę „Pod podeszwą buta” Adama Sroki, spektakl eksperymentalny, oczekiwany przez gospodarzy z dużym zainteresowaniem. Po powrocie przewidujemy również polską premierę. Premierowym spektaklem będzie też „Słowackich dwóch” według tekstów Juliusza Słowackiego i Jana Zielińskiego. Bardzo realna jest jego premiera w Domu Polskim w Zurichu. Rozmowy są w toku. Spektakl zapewne spotka się u nas z zainteresowaniem nie tylko młodzieży szkolnej. Myślę, że zaskoczy wszystkich.
Zatem już wkrótce czekają nas trzy premiery! Czy któraś w Gliwicach? Hamlet miałby kolejny problem…
forA

»czytaj więcej (komentarzy: 0)
kultura