strona główna wydarzenia sport co? gdzie? kiedy? ogłoszenia drobne






Indeks Ksiąg Nakazanych

Juan Rulfo - „Pedro Páramo” - Wydawnictwo ZNAK
Tadeusz Ziubiński - „Ogień przy drodze” - Wydawnictwo ZYSK i Sk-a

Dziś polecam Państwu dwie zupełnie inne od siebie powieści, napisane w dodatku przez pisarzy pochodzących z zupełnie innych kręgów kulturowych. O pierwszej z nich, „Pedro Páramo”, Jorge Luis Borges napisał, że jest to jedna z najlepszych powieści literatury hiszpańskojęzycznej i literatury w ogóle. O drugiej, polskiej tym razem, w jednej z recenzji stwierdzono, że jest to beletrystyka najwyższej próby.

Juan Preciado, spełniając prośbę umierającej matki, przybywa do miasteczka Comala, aby poznać swego ojca, Pedro Páramo. Zastaje martwe miasteczko, porzucone przez mieszkańców. Od tego zaczyna się cała opowieść. Juan poznaje dzieje ojca dopiero po jego śmierci. Okazuje się, że był on brutalnym feudałem, rządzącym miastem biczem i gwałtem. Sztylet i szubienica były dla niego instrumentami władzy. Historia nikczemnika splata się boleśnie z historią miasteczka i krwawej rewolucji, która się przez nie przetoczyła. Sidła śmierci, w które wplątani są jego mieszkańcy wynikają bezpośrednio z natury i historii Meksyku. Tyle o fabule. Na koniec jeszcze opinia Susan Sontag: „Powieść Juana Rulfo to nie tylko wielkie dzieło literatury światowej XX wieku, ale książka mająca największe znaczenie dla literatury tegoż wieku”. Trudno o lepszą reklamę.
„Ogień przy drodze” również kreuje świat. Dużo nam bliższy, ale czy bardziej znany? Po lekturze powieści raczej można w to wątpić. Świat Kresów według Ziubińskiego jest bardzo złożony. Z jednej strony przez to, że w jego kreacji pisarz obficie korzysta z wątków zawartych w dorobku jego znakomitych poprzedników, którzy również poruszali problematykę wojny na Kresach: Buczkowskiego, Kuśniewicza, Odojewskiego i Turczyńskiego. Z drugiej przez fakt, że ostatnia wojna to wciąż skarbnica fascynujących, nie zawsze opisanych historii. Historyczne metapowieści autora (tak tę prozę określają znawcy) składają się na fascynującą książkę, w której kronika polskiej prowincji, uzupełniona galerią wspaniałych postaci i bogactwem zachowań, zajęć i obyczajów układa się w opis świata nie mniej egzotycznego niż meksykańskie miasteczko z książki poprzedniej. O kunszcie pisarskim autora bardzo pochlebnie wyraziła się Magdalena Rabizo – Birek: „Pisze pięknym, poetyckim stylem refleksyjną prozę o nieśpiesznym rytmie i z malarskim temperamentem komponuje zapadające w pamięć obrazy i sytuacje”.
Obie proponowane książki na długo zapadają w pamięć. Obie również, mimo zgoła odmiennej pozycji obu pisarzy w historii literatury, stanowią przykład pisarstwa najwyższej próby. Obie polecam z pełnym przekonaniem.
Książki Wydawnictwa ZNAK i Wydawnictwa ZYSK i Sk-a do nabycia w księgarniach internetowych na www.znak.com.pl i www.zysk.com.pl
Dariusz Jezierski

»czytaj więcej (komentarzy: 0)

Dobra ryba wpływa na smak

Droga do prawdy jest naprawdę prosta, tylko nie wiadomo - w którą stronę.
Władysław Grzeszczyk — Parada paradoksów

Co wpływa na nasze zachowania, zdrowie i rozwój duchowy? Faza księżyca? Pogoda? Sytuacja polityczna kraju? A może jednak… wielkość ubiegłorocznych zbiorów marchewki na Ukrainie? To nieco transcendentalne pytanie zdaje się spędzać z oczu sen wielu światowym naukowcom. Dodajmy – zarówno poważnym, jak i niepoważnym. Prowadzone przez nich badania, publikowane w różnego autoramentu mediach, podpadają czasem pod kategorię nazywaną przez dziennikarzy „z d…y wzięte”.

Zaledwie 15 minut potrzebowałam, żeby dotrzeć do takich badań: „znudzenie może być bardzo szkodliwe dla zdrowia. Naukowcy brytyjscy odkryli, że osoby, które często się nudzą, umierają znacznie młodziej, niż osoby, które potrafią zorganizować sobie czas”,  „zastrzyk z botuliny blokuje nie tylko mięśnie, które marszczą nam brew, gdy się gniewamy. Może nawet zablokować rozumienie samego uczucia gniewu. Do takiego wniosku doszedł David Havas, doktorant z University of Wisconsin-Madison”, „siedzenie może Cię zabić, jeśli robisz to zbyt długo. I nawet regularne ćwiczenia fizyczne nie pomogą - przed zgubnymi skutkami długiego siedzenia ostrzegają naukowcy ze Szwedzkiej Szkoły Sportu i Nauk o Zdrowiu.”…
Naukowcy tłumaczą również, że od oglądania telewizji się umiera, kobiety o blond włosach (nawet farbowanych), dotąd uważane za wcielenia aniołów, w rzeczywistości są bardziej niż brunetki zacięte i mają ogromną potrzebę rywalizacji. Dowiadujemy się także, że w święta, przeciętna brytyjska rodzina budząca się około godziny 8 rano pokłóci się po raz pierwszy już o 9:58, nie brakuje też wszystkich możliwych wariacji w temacie freudowskiego postrzegania wpływu dzieciństwa na nasze dorosłe zachowania. Jak kichnąłeś nie w tę stronę w dzieciństwie, a potem wytarłeś rękawem nos – w dorosłym życiu na pewno będziesz preferował wyjazdy do Skandynawii, kolor fioletowy i zapach goździków…
Ludzie, nie dajmy się zwariować! Nie dajmy się ograbić z indywidualizmu, nie pozwólmy, by do naszego wnętrza sięgano pipetą i, na podstawie wyrwanego kawałka mięsa, analizowano powody naszych wyborów. Nie jedzmy kilogramami czekolady zaraz po artykule o zbawiennym jej działaniu na uwalnianie endorfin. Nie rzucajmy partnerów życiowych dlatego tylko, że ktoś wyczytał w szklanej kuli niedopasowanie zodiakalne barana z koziorożcem. Nie podporządkowujmy tym bzdurom życia rodzinnego, intymnego czy zawodowego. Oto przedstawiam wam prawdę, w którą sama wierzę: jesteś Czytelniku odbiorcą takich ciekawostek, lubisz je i tworzysz na nie popyt. Dlatego właśnie ktoś je pisze, ktoś inny może nawet bada… Mam nadzieję jednak, że zapominasz o tych naukowych sensacjach zaraz po tym, jak skonsumuje je Twój wzrok. A potem wydalasz tak, jak na to zasługują tematy „z d...y wzięte”.
Adriana Urgacz

»czytaj więcej (komentarzy: 0)

Byłem u Ciebie w te dni, Fryderyku

I - oto - pieśń skończyłeś - i już więcej
Nie oglądam Cię - jedno - słyszę:
Coś?...  jakby spór dziecięcy -
- A to jeszcze kłócą się klawisze.
Cyprian Kamil Norwid „Fortepian Szopena”

Subtelny dźwięk herbaty popijanej z filiżanek przy kawiarnianych stolikach, parkowe, choć egzotyczne zarazem, wnętrze gliwickiej Palmiarni, a do tego wszystkiego muzyka Szopena przeplatana wierszami czytanymi przez znanego aktora Jerzego Zelnika – nie dziw, że organizatorzy musieli zabezpieczyć więcej, niż zakładali, biletów. Danie kulturalne serwowane po raz drugi z kolei w niedzielny wieczór można określić tylko jednym słowem: wykwintne!
Druga odsłona „Wiosny z Fryderykiem”, cyklu spotkań z muzyką Szopena w doskonałych wykonaniach i z poezją związaną z osobą wielkiego kompozytora, zaprowadziła słuchaczy w świat „Sonaty b-moll – wielkości i tragizmu”. Przy fortepianie zasiadł Paweł Kubica, uczeń Janusza Olejniczaka i laureat wielu prestiżowych nagród w dziedzinie muzyki kameralnej. Wiersze i list odczytał Jerzy Zelnik, którego dorobku nie ma potrzeby wymieniać, a całość poprowadził Jan Popis, muzykolog uznawany za jednego z największych znawców muzyki Szopena.
A już w najbliższą niedzielę, 14 marca o godz. 19.30 „Nokturny – królestwo błękitnej nuty”. Usłyszymy je w wykonaniu Pawła Motyczyńskiego, absolwenta Państwowej Szkoły Muzycznej w Gliwicach i Mirosława Herbowskiego, wykładowcy na Akademii Muzycznej w Krakowie. Recytować będzie Beata Malczewska, związana z krakowskim Narodowym Starym Teatrem im. Heleny Modrzejewskiej.
Uwaga! Wstęp jest bezpłatny, ale obowiązują wejściówki, które odbierać można w gliwickiej Palmiarni. Przypominamy, że w ubiegłym tygodniu „poszły na pniu”. Lepiej nie czekać!
Adriana Urgacz

»czytaj więcej (komentarzy: 0)

Męska rzecz

Ach kobietą, być nareszcie a najczęściej o tym marzę, kiedy piorę ci koszule, albo... naleśniki smażę.
Alicja Majewska – Być Kobietą

Nie jestem feministką i pewnie dlatego drażnią mnie słowa „gender” i „parytet”. Daleko mi również do antyfeminizmu: nie zobaczycie mnie w fartuszku przy kuchni nawet, jeśli gotować lubię. Gdzieś we mnie drzemie ta najsprawiedliwsza z kobiet – Temida, która z zasłoniętymi oczami odważa za i przeciw pozwalając mi zachować pewną równowagę. Jednak czasem... Czasem zdarza się coś takiego, co podcina mi jedną z nóg, rzucając na kolana... Może to przez wcale nieproste do przepisania imię?

Wyobraźcie sobie, że jest impreza typowo męska. Oj... źle zabrzmiało! Impreza sportowa o dość brutalnym przebiegu, w którym większą część widowni, z racji zainteresowań, stanowią mężczyźni. Wyobraźcie sobie, że męska część redakcji sugeruje delikatnie, że o owej imprezie warto będzie napisać. Więc smaruję do organizatorów mail życzliwy z prośbą o nadesłanie informacji i akredytacji na tę fascynującą sportową imprezę. Odpowiedź otrzymuję niemal w tej samej chwili. Zaczyna się ona od słów „Panie Adrianie...”
Nie wytrzymuję. Grzecznie, z uśmieszkiem odpowiadam, że mail poprzedni wysłała „Pani Adriana”. Wyjaśniam to, co miało zostać wyjaśnione i znów grzecznie i pokornie czekam na odpowiedź. Tej się już, niestety, nie doczekuję. Trudno mi nie mniemać, że brak odpowiedzi mógł być związany z faktem, że „z babą o sporcie nie ma co gadać”.
I masz babo placek, albo naleśnika, o którym śpiewała Majewska. Zastanawiam się, drogie panie i drodzy panowie, co teraz powinnam zrobić. Obrazić się? Żartem przywalić im w nos tym antydamskim milczeniem? Udowodnić, że choć na sporcie się znać nie muszę, korespondencja ze mną nie grozi spadkiem testosteronu? Póki co, milczę i myślę. Dostałam „zawiasa”.
Przypomina mi to opowieść pracownic jednego z dużych sklepów budowlanych w Gliwicach. Na zasadzie „łaski bez, jestem Zosia – Samosia”, postanowiłam kiedyś dokonać zakupu syfonu pod zlew, wraz z towarzyszącym mu zestawem rurek. Udałam się w tym celu do rzeczonego sklepu wiedząc, że jak pomacham rękami i wyjaśnię obrazowo jakie „coś” i do „czego” potrzebuję, wejdę w posiadanie sprzętu, który pozwoli mi wreszcie, zgodnie z kobiecym powołaniem, umyć zalegające w zlewie naczynia. Ku mojemu zaskoczeniu, na stoisku z armaturą obsługiwały panie...
No i, jak w tej reklamie, przemówiły do mnie moim językiem! Nie poetycko, nie w sportowym żargonie, i nie „coolowo”. Po prostu – jak kobieta z kobietą szybko doszłyśmy do porozumienia w sprawie potrzebnej mi rzeczy. Wiedziona zawodową ciekawością, nie mogłam jednak nie zapytać, jak radzą sobie na „męskim” miejscu te całkiem urocze kobiety. Odpowiedziały ze śmiechem, że różnie... Często się zdarza, że klienci płci męskiej unikają kontaktu z nimi, stanowczo dopraszając się pomocy mężczyzny. Jak głęboko w nas zakorzenione są zarówno atawistyczne, jak i już cywilizacyjne stereotypy?
Spróbujmy na przykład zestawić kilka pejoratywnych określeń płci naszych obojga. „Głupiutka” może być blondynka, nie słyszałam natomiast stwierdzenia „głupiutki blondyn”. „Naiwność” też bywa jedynie „kobieca”, nawet Nadzieja jest przez nas określana matką (zatem kobietą) głupich. „Słodka – idiotka” też nie pomaga nam w budowaniu poczucia własnej wartości. Poza tym, nie od dziś wiadomo, że „baba z wozu, koniom lżej” i „gdzie diabeł nie może, tam babę pośle”.  Dodam, skoro się tak rozpędziłam, kolejne znane związki frazeologiczne: baba-jaga, baba-jędza i kobieta upadła. A na zakończenie – coś o mężczyznach: chłop jak dąb, chłop na schwał, chłopski rozum (prosty, ale zawsze), męski ród, męski tors... Cóż... Kabaret OTTO miał kiedyś taką muzyczną składankę, z której szczególnie silnie utkwił mi w głowie fragment: „Chłop potęgą jest i... baba!”
Adriana Urgacz

»czytaj więcej (komentarzy: 0)

Indeks Ksiąg Nakazanych

Kanon Literatury Podziemnej:
1. Jacek Bocheński - „Stan po zapaści”
2. Kazimierz Orłoś - „Historia Cudownej meliny. Cudowna melina”
3. Andrzej Kijowski - „Rachunek naszych słabości”
4. Antoni Pawlak - „Książeczka wojskowa” - Wydawnictwo BELLONA

Książki z Kanonu Literatury Podziemnej będziemy polecać naszym Czytelnikom konsekwentnie. Ten niezwykle potrzebny cykl wydawniczy powinien znaleźć się w bibliotece każdego zainteresowanego kulturą Polaka. Zawiera się w nim, oczywiście w wyborze, wszystko to, co w polskiej literaturze drugiego obiegu było najwartościowsze. Warto podkreślić bardzo przystępne ceny tych starannie wydanych pozycji.

„Książeczka wojskowa” to znakomite świadectwo tego, co wielu z nas zna jeszcze z autopsji – służby w siłach zbrojnych PRL. Okrutne i prymitywne jednostki, nienawiść do „intelektualistów”, „fala”. Świat, który odszedł, ale stanowił długo element systemu. Pouczająca lektura.
„Rachunek naszych słabości” - zbiór felietonów, opowiadań i esejów, który stanowi rewelacyjne studium zachowań ludzi poddanych wszechogarniającej „polityce” oraz świadectwo mechanizmów sprawiających, że kultura wchodziła z totalitarną władzą w układy.
„Historia Cudownej meliny. Cudowna melina” to bardzo interesująca literacka „parka”. „Historia Cudownej meliny” ukazała się w Paryżu w 1987 roku w Instytucie Literackim i opowiada o perypetiach związanych z wydaniem powieści sprzed wielu lat. W zestawieniu z samą powieścią świadectwo wręcz bezcenne, odsłaniające rozmiary wpływu władzy na kulturę. Obie części czyta się znakomicie.
„Stan po zapaści” - rzecz ponadczasowa. Pierwsze miesiące stanu wojennego z perspektywy szpitalnego łóżka. Rozmowy pacjentów, splątane losy, poczucie zagrożenia. Znakomita pod każdym względem panorama tamtych dni. Kunszt pisarski Bocheńskiego sprawił, że ta książka stanowi świadectwo, któremu podobne trudno znaleźć.
Wszystkie pozycje s serii Kanon literatury Podziemnej do nabycia w księgarni internetowej na www.bellona.pl
Dariusz Jezierski 

»czytaj więcej (komentarzy: 0)

19 medali dla Salake!

Nie opadły jeszcze emocje po bogatej kolekcji medali, jaką przywieźli polscy sportowcy z Zimowych Igrzysk Olimpijskich w Vancouver, a już w Gliwicach zaczyna być głośno o niesamowitym sukcesie tancerzy z zespołu Salake, którzy z Międzynarodowych Zawodów Tańca Irlandzkiego „Ista FEIS 2010” przywieźli aż 19 medali!

Międzynarodowe Zawody Tańca Irlandzkiego odbyły się w dniach 27 i 28 lutego w Krakowie. Są one rozgrywane na zasadach sformułowanych przez Komisję Tańca Irlandzkiego w Dublinie oraz europejską organizację taneczną Registered Teachers Mainland Europe. Każdego roku w zawodach bierze udział około 300 zawodników z Europy, a przede wszystkim bliskich tańcu irlandzkiemu Wysp Brytyjskich. Efektowny taniec przyciąga również prawdziwe tłumy widzów.
Gliwice reprezentowali tancerze z Zespołu Form Tanecznych SALAKE, działającego w Młodzieżowym Domu Kultury oraz uczniowie Akademii Tańca SALAKE, zdobywając kolejno: złoty medal w kategorii Figure Dance (formacja do lat 16), złoty medal w kategorii Show Dance (formacja do lat 16), złoty medal w kategorii duetów (2 Hands) oraz w kategoriach solowych: 4 medale złote, 5 srebrnych i 7 brązowych.
- Wszyscy tancerze, również ci najmłodsi, włożyli ogromną pracę w przygotowanie się do zawodów – mówią Joanna i Adam Koćwin, instruktorzy tańca i założyciele Salake. – Poza treningami na zajęciach, przygotowywali się również w domu, korzystając często z pomocy rodziców.
Łącznie wystartowało 43 zawodników, w tym tylko 1 chłopak, który zdobył najwięcej medali, bo 3 brązowe i 1 złoty.
Najmłodsza zdobywczyni złotego medalu ma 8 lat, a najstarsza 17. W zawodach udział wzięła również 6 latka, która wystartowała w 2 konkurencjach, osiągając w jednej z nich wysokie, piąte miejsce.
adu

»czytaj więcej (komentarzy: 0)

MISS ŚLĄSKA – nasze dziewczyny na start!

Po pierwszym castingu do finału Miss Śląska, który odbył się 28 lutego w siemianowickim CLUB 80 wiemy już, że jak na razie, nie wystąpią w nim gliwiczanki i zabrzanki. Z pierwszego castingu do finału zakwalifikowały się: Żaneta Heiselbetz (Katowice), Izabela Germel (Siemianowice Śląskie), Anna Weber (Tychy), Małgorzata Salisz (Chorzów). Na liście rezerwowych znalazły się: Anna Piątek (Ruda Śląska), Sandra Kukla (Siemianowice Śląskie), Anna Tomasik (Smolnica), Natalia Dańko (Jastrzębie Zdrój).
Wiemy doskonale, że nasze Panie są najpiękniejsze i warto udowodnić to na większym forum. Podajemy zatem terminy kolejnych castingów. Odbędą się one 28 marca i 11 kwietnia. Regulamin i formularze zgłoszeniowe do pobrania na www.miss.slask.pl. Raz jeszcze namawiamy nasze piękne Dziewczyny – powalczcie, kochane!
dj

»czytaj więcej (komentarzy: 0)

Bariera dźwięku

Słuchanie jest jak pieszczota
- to przyjęcie dotyku kogoś drugiego.
Xarier Perrin

To już drugi tydzień w gościnnym Zamościu. Jeszcze kilka dni pracy Natalii i Mateusza, moich aktorów i mojej z podopiecznymi Ośrodka Rehabilitacyjno – Edukacyjno – Wychowawczego przy Polskim Stowarzyszeniu Na Rzecz Osób Z Upośledzeniem Umysłowym „Koło”. Ósemka dzieci z głębokim, znacznym i umiarkowanym stopniem upośledzenia. Tak różnych dzieci, że nie da się tego opisać w kilku słowach. Jedne mówią, choć słabo, inne bardzo kiepsko, niektóre wcale. Oddzieleni od nas niewidzialną „barierą dźwięku” mają różne od naszych, dziwne dla naszego pojmowania, własne światy. Nie wpuszczają nas czasem. Częściej jednak sami nie chcemy do nich zajrzeć…

Zapraszają. Nie odpowiadamy na zaproszenie. Czasem się boimy. To ludzkie. Tyle uprzedzeń, tyle obaw wiąże się z ludźmi intelektualnie niepełnosprawnymi. Boimy się agresji, czegoś nieokreślonego i „złego”. Dla nas i dla naszych dzieci. Na zajęciach w Zamościu pracujemy również z rodzicami dzieci niepełnosprawnych. Mamy się skarżą. O dziwo nie na swój los bynajmniej albo materialną sytuację. Skarżą się na inne mamy. Te, które w zasadzie zabraniają swoim dzieciom bawić się z ich dziećmi. Integracja po polsku. Mówi jedna z mam: kiedy zobaczyłam nagranie z jakiegoś świątecznego teatrzyku w przedszkolu, zauważyłam mojego syna odgrodzonego od pozostałych dzieci. „Żeby nie zrobił im krzywdy”. Płakałam jak bóbr i zabrałam syna z przedszkola. Inna dodaje: nasze dzieci nie potrafią się bronić, nie przegadają innych i są na straconej pozycji. Na opiekę też się nie poskarżą.
Oczywiście. Jak mają się skarżyć? Znów głos mamy: ja wiem, że on czuje, że czegoś się boi. Nie potrafi mi nic powiedzieć. Czasem tylko się przytuli, uśmiechnie.
Dziecko autystyczne – zamknięte we własnym świecie, odgrodzone, często niedające po sobie poznać co się w nim kotłuje. Bariera dźwięku. Dziecko z zespołem Downa – coś do nas mówi, niewyraźnie, bełkotliwie. Walczy z własną niemożnością. My nie rozumiemy, nie słuchamy. Jesteśmy skrępowani, nie wiemy jak się zachować. Bariera dźwięku. Jeśli nie mówią, te dzieci do nas nie powiedzą nic i nigdy. Jeśli mówią bardzo niewyraźnie, odbijają się od ściany naszej głuchoty – będą cichły. Coraz bardziej. Będą się ukrywać w najgorszych z możliwych więzień – w samych sobie. Pracujemy z nimi, rozumiemy ich rodziców i jesteśmy z nimi, jak tylko potrafimy. Przysłuchujemy się im. Staramy się sprawić żeby mówiły jak najlepiej. Jeśli nie mówią, uczymy się nowych języków. Ich języków. I będziemy się uczyć tyle, ile trzeba. Bo mamy dwa obowiązki. Względem dzieci za barierą dźwięku – to ten pierwszy i najważniejszy. I ten drugi – względem ich najbliższych. Za ich walkę, za heroizm dnia codziennego, za obecność. Uśmiechają się. Dzieci i rodzice. W końcu się uśmiechają. Wszyscy.
Ten tekst jest inny niż zawsze. Może nie wszyscy doczytają go do końca. Tym bardziej te kilkadziesiąt linijek dedykuję tym, którzy doczytali. Z życzeniami, aby starali się usłyszeć głos zza bariery dźwięku. Gdyby kiedykolwiek i gdziekolwiek zaszła taka potrzeba.
Dariusz Jezierski

»czytaj więcej (komentarzy: 0)

Indeks Ksiąg Nakazanych

Avery Gilbert – „Co wnosi nos? Nauka o tym, co nam pachnie”
Anthony Storr – „Samotność” – Wydawnictwo W.A.B

O człowieku można różnie. Z przymrużeniem oka i całkiem serio. O fizjologii i fizyczności oraz o uczuciach i emocjach. Przedstawiamy dziś naszym czytelnikom dwie całkowicie odmienne książki.

Wiemy doskonale, jak wiele emocji negatywnych lub pozytywnych może w nas wywołać zapach. Okazuje się, że jego wpływu na nasze życie nie da się przecenić. A jeśli zapach, to koniecznie zmysł powonienia i jego instrument – nos. Po przeczytaniu fascynującej książki „Co wnosi nos?” z całą pewnością będziemy go traktowali poważnie. Setki faktów zestawionych w wielką panoramę świata to wyznacznik tego, co nas czeka. Percepcja czysto fizyczna i wyprawa przez wszystkie dziedziny życia – mamy tu prawdziwe zatrzęsienie tematów.
„Świetna zabawa... Co wnosi nos? to solidnie przygotowany zbiór faktów i mitów, wplecionych we wciągającą historię lepszych i gorszych zastosowań zapachu. Przekopawszy się przez różne woniejące archiwa, Gilbert przedstawia szeroką, a przy tym głęboką analizę tego, co wnosi nos”. Tak pisał jeden z recenzentów. Dodam tylko, że książka zainteresuje każdego.
Zupełnie inna jest „Samotność”. „Dla współczesnego człowieka samotność to pojęcie negatywne. W dzisiejszym świecie, nastawionym na sukces, wymagane jest otwarcie się na innych. Wszechstronne kontakty zapewniają nie tylko powodzenie, lecz także poczucie wewnętrznej harmonii, spełnienia i szczęścia”. To wszystko wydaje się oczywiste. Czy jednak tak jest w rzeczywistości? Okazuje się, że samotność nie jest bynajmniej pojęciem jednoznacznym. Genialni artyści tacy jak Kant, Beethoven czy Newton mogli tworzyć tylko w samotności. Czy zatem samotność może dawać nam coś pozytywnego? A może jest nam potrzebna? Odpowiedzi na te i wiele innych pytań znajdą Państwo w książce Anthony’ego Storra.
Te i inne książki wydawnictwa W.A.B do nabycia w księgarni internetowej na www.wab.com.pl
Dariusz Jezierski

»czytaj więcej (komentarzy: 0)

Stary NOWY Praktiker

5 marca w zabrzańskim M1 ponownie otwarty zostanie sklep Praktiker. Z okazji otwarcia sieć przygotowała promocje oraz konkursy z upominkami.

Nowy Praktiker nie będzie, jak przed pożarem, integralną częścią kompleksu. Sklep zajmie pomieszczenia sąsiadującego z M1 wolnostojącego budynku.
Zatrudnienie w Praktikerze znalazło 132 osoby. Większość z nich to dawni pracownicy, którzy po pożarze znaleźli tymczasowe zatrudnienie w innych sklepach sieci.
- Obecny market w stosunku do swego poprzednika zajmuje większą powierzchnię - mówi Zbigniew Macion, dyrektor marketu w Zabrzu. - Ta dodatkowa przestrzeń umożliwia zaproponowanie klientom szerszego i ciekawiej wyeksponowanego asortymentu.
Aby uczcić nową lokalizację, sieć postanowiła nagrodzić klientów. Oprócz promocyjnych cen na wybrane produkty i konkursów z upominkami, 2000 pierwszych klientów, którzy dokonają w dniu otwarcia zakupu na kwotę minimum 300 zł, otrzyma w prezencie aluminiową drabinę.
adu

»czytaj więcej (komentarzy: 0)

Najpiękniejsze na Śląsku

Już 8 maja dowiemy się jak wygląda najpiękniejsza kobieta Śląska. W tym dniu rozstrzygnie się bowiem konkurs Miss Śląska 2010, który jest częścią Narodowego Konkursu Piękności MISS Polski. Udział w zabawie może przynieść nie tylko nagrody i tytuł, ale również zapewnione miejsce w rywalizacji do tytułu najpiękniejszej w Polsce.
Pierwszy casting odbędzie się 28 lutego w Siemianowicach Śląskich, w Clubie 80.
- Zgłoszenia do konkursu można przekazywać drogą mailową na adres: konkurs@miss.slask.pl lub poprzez formularz zgłoszeniowy, który znaleźć można na naszej stronie - informują organizatorzy. - Tam również można zapoznać się z regulaminem konkursu. Zgłoszenia przesyłać można także pocztą tradycyjną na adres ul. Świerczewskiego 30/3, 41-100 Siemianowice Śląskie.
Impreza objęta jest naszym patronatem. Wszelkie informacje można uzyskać na www.miss.slask.pl. Trzymamy kciuki za gliwiczanki i zabrzanki!
Hirsz

»czytaj więcej (komentarzy: 0)
rozmaitości